...
Tematy muzyczne, przemślenia życia codziennego oraz wiele, wiele innych spraw. Zapraszam!
RSS
niedziela, 27 sierpnia 2006
Urlop, urlop i po urlopie....

...A wakacje jeszcze trwają. Standardowo do końca tego tygodnia, a akademickie – jeszcze ponad miesiąc. Szczęściarze. Zaliczam się do tych ostatnich, ale w praktyce zupełnie inaczej to wygląda. Jutro do pracy i od nowa. Ma to swoje plusy, niewątpliwie. Ale: „pamiętajcie tylko, aby te plusy nie przysłoniły się wam minusów”. No i nie przysłaniają...
W sobotę pora na uczelnie. „Kampanie wrześniową”, czyli porę poprawek czas zacząć. Oj ciężko będzie, ciężko. Mam nadzieję, że się uda! Na razie nie zapeszam.
Wracam tymczasem do lektury Świata według Clarksona. Dawka brytyjskiego humoru zaserwowana przez Jeremy’ego Clarksona niewątpliwie dobrze mi zrobi.
Życzę miłego nowego tygodnia,

Łukasz

22:56, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 sierpnia 2006
Coma, koncert w Internecie
I u nas powoli robi się moda na koncerty on-line. Coma zagra dziś na scenie warszawskiego EMPiK-u Junior Megastore, przy ul. Marszałkowskiej 116/122. Początek o godz. 20.00. Koncert będzie transmitowany na żywo w portalu Onet.pl. Później odbędzie się after party w klubie "Paprotka":) 
00:00, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 sierpnia 2006
Ça Ira

Jutro w Poznaniu z okazji obchów wydarzeń Poznania '56 odbędzie się premiera opery Ça Ira Rogera Watersa. To pierwsza światowa premiera tego wydarzenia. Polski spektakl przygotowywał m.in. Janusz Józefowicz. Występ będzie transmitowac na żywo TVP 1.
Dzień pozniej, w sobotę z kolei w Gdańsku odbędzie się koncert Davida Gilmoura. Będzie to częścią stawowego tournée On An Island związanego z wydaną w tym roku płytą artysty. Koncert zorganizowany został z cyklu "Przestrzeń wolności"; w ubiegłym roku w Gdańsku wystąpił Jean Michel Jarre. Ma on uświetnić obchody 26. rocznicy powstania Solidarności. Niestety tego koncertu Telewizja Polska, ani też żadna inna nie pokaże... Jest jedynie szansa, że zostanie sfilmowany z myślą o wydaniu DVD. Podobnie zresztą jak rzecz się miała w przypadku Jarre'a.

Interesujące, że po tylu latach, w ciągu dwóch dni zbiegły się występy ¾ (bo z Gilmourem przyjeżdża m.in. Richard Wright) składu Pink Floyd.
15:38, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 sierpnia 2006
Steven Wilson, mała ciekawostka
W czekuściach Internetu natknąłem się na na taki oto ciekawy materiał o SW i Izraelu... http://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3246992,00.html
Sam wstęp jest dość intrygujący:
"
Good food, amazing beaches and beautiful women. Life in Israel is great for Steven Wilson"
02:03, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 sierpnia 2006
The Necks - live

Australijskie jazzowe trio The Necks wydało właśnie swój kolejny, wyśmienity album – The Chemist. Trio słynie z bardzo długich, rozbudowanych do granic możliwości (i długości standardowych płyt:) utworów. Nie tak dawno zespól wystąpił z stosunkowo krótkim (25 minutowym) setem w telewizji ABC. Występ ten może ściągnąć sobie ze strony stacji.: http://abc.net.au/tv/set/1.htm
Miłego słuchania !

01:33, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 sierpnia 2006
Do poczytania na niedzielę

We wczorajszych Wysokich Obcasach [nr 33 (383)] (dodatku do GW) znajduję się bardzo interesujący wywiad z Busianą Rahal, libańską ginekolożką i położniczką.
Za kilka dni tekst powinien być też dostępny na stronach WO. Polecam lekturę
Miłego dnia,
Łukasz

n.p. Esbjörn Svensson Trio – Seven Days of Falling

14:06, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 sierpnia 2006
Trochę zaległości

Dawno nic nie pisałem. To przez ten natłok zajęć...
Właśnie wróciłem z wieczornego spaceru (tak, tak – spaceru), siedząc z filiżanką zielonej herbaty skrobnę, co nieco. O myślach, jakie przechodziły przeze mnie podczas ów wieczornej wędrówki pisał nie będę, większość z nich jest tak smutna i melancholijna, że raczej nikt nie chciałby się w to zagłębiać.
Nie wiem też, czemu, ani co jest powodem, ale od kilku dni przed oczyma powracają mi niektóre sekwencje z Obywatela Kane Orsona Wellesa. Wszak film o historii
Charlesa Fostera to dzieło, przepraszam – arcydzieło wybitne, tylko jakoś nie rozumiem tego, czemu tak się dzieję. Może to znak, aby odświeżyć sobie ten obraz? Bo gorzej jak się obudzę pewnego dnia i będę się czuł jak główny bohater Purpurowej róży z Kairu Woody'egoAllena. Tylko, że w tym wypadku jakoś specjalnie nie marzę, aby podzielić los Fostera. Zwłaszcza jego schyłek.
Od dziś mam kilka dni zaległego urlopu. Mam nadzieję, że choć trochę odpocznę i naładuje swoje akumulatory. Niestety wisi też nade mną wizja nieuchronnie zbliżającej się „kampanii wrześniowej”; coś trzeba będzie z tym zrobić.
W najbliższy poniedziałek ukazuje się także nowa płyta projektu Insomnia. Album nosi tytul Frigg. Więcej szczegółów znajduję się na stronie Larch'a - oficjalnego wydawcy.
Na koniec chcę zaproponować album, a właściwie dwa: dwie ep'ki Fovea Hex. Od kilku dni słucham ich bezpośrednio przed snem, jedna po drugiej przez słuchawki. Są niesamowite. Te dwie ep'ki o których pisze to:
Bloom (2005) i Huge (2006). Wkrótce ukazać ma się trzecia, która będzie stanowić końcową część trylogii.
Do ostatniej, do pierwszych 300 kopii dołożona jest płyta zawierająca ponad 21 minutowy remix przygotowany przez The Hafler Trio. Zachęcam do posłuchania, naprawdę warto. Brian i Roger Eno, Andrew
McKenzie oraz Carter Burwell, którzy m.in. biorą udział w tworzeniu tego materiału, wyznaczają naprawdę nowy kierunek w muzyce XXI wieku.

23:38, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 sierpnia 2006
Wormed - Planisphaerium

Na tę grupę natrafiłem niedawno, przypadkiem. Od znajomego otrzymałem malutka próbkę, po przesłuchaniu pomyślałem... tak!!!! Świetnie, perfekcyjne. Dzięki Mariusz.
Kilka słów ode mnie: Wormed to hiszpański zespól, powstały w Madrycie w 1998 roku. Muzyka Wormed opiera się na chaotycznych partiach nisko zestrojonych gitar, skomplikowanej technicznie grze perkusji oraz nietypowym stylu wokalisty. Cała ta mieszanka składa się na coś, co nie daje się łatwo sklasyfikować. Ja bym to nazwał eksperymentalny ultra brutalny death metal nasięknięty niesamowią hiszpańską aurą. Pierwsza, oficjalna płyta Wormed ukazała się w 2003r (w '05 ukazało się wznowienie wzbogacone o kilka bonusów) i nosiła tytuł Planisphaerium. Teksty same w sobie są także nietuzinkowe, choć przyznaje, że ciężko zrozumieć je wprost ze słuchu podczas słuchania albumów to po głębszej analizie są naprawdę powalające. Dotyczą m.in. kosmosu, wszechświata, ewolucji człowieka, matematyki oraz Planisphaerium Ptolemeusza. Naprawdę inteligenta porcja muzyki. Polecam!

PS. Więcej szczegółów znajduje się na stronie Wormed.

00:12, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 sierpnia 2006
Nastał nowy dzień
Wszyscy z uśmiechem idziemy do pracy... OK., stop. To nie jest reklama pewnej partii.
Mamy nowy dzień i nowy tydzień, większość z nas ma dziś wolne; kolejny długi weekend w tym roku. Ja niestety nie mam, za chwilę wychodzę do pracy. Pociesza mnie jedynie myśl, że jutro mam wolne. A potem już właściwie zacznę tydzień od środy.
Życzę miłego dnia i przyjemnego nowego tygodnia!
Do później.

-----------------------------------------
w moim odtwarzaczu:

Björk – Post (1995)
Jethro Tull - Aqualung (1971)
Kate Bush - The Sensual World (1989)
Killing Joke - Killing Joke (2003)
Nocturnal Emissions - Fruiting Body (1981/2006)
Opeth - Blackwater Park (2001)
The Cure - Galore (1997)
07:29, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 sierpnia 2006
Kate Bush

Miało być o black metalu, a będzie o... Kate Bush.
Siedząc dzisiaj w domu coś mnie natchnęło i zdecydowanym powędrowałem do półki z płytami Kate Bush. Kate Bush to jedna z moich najbardziej ulubionych wokalistek. Kocham jej urok, barwę głosu, teksy i wszystkie te pozytywne emocje, które towarzyszą przy obcowaniu z Jej głosem i Jej muzyką. Rzecz jasna, że w jedno popołudnie nie przesłuchałem wszystkich jej nagrań, jakie posiadam. To niemożliwe. Sięgnąłem m.in. po Lionheart i moje najbardziej ukochane The Sensual World. Dawno nie słuchałem tych płyt. Ale mając w pamięci przesłuchiwany kilka tygodni temu
Wuthering Heights i ostatni jakże wspaniały, podwójny album Aerial pozwoliłem sobie wyrazić kilka konkluzji. Kate Bush to absolutny fenomen i nie będę w tym stwierdzeniu oryginalny. Takie są fakty. Dziś bardzo ciężko spotkać artystkę, która w wieku niespełna dwudziestu lat wydaje debiutancki album przeszyty taką porcja wrażliwości i piękna! Ba! Brnie dalej w tym kierunku, skupiając się jedynie na Sztuce. Pomiędzy jej ostatnimi albumami (The Red Shoes, a Aerial) minęło 12 lat. Stwierdziła, że musi dojrzeć do tej płyty. Ona nigdy nie zabiegała o to, aby być popularna.
Cięzko spotkać kobietę, która nomen omen będąca w dojrzałym wieku potrafi sama z siebie przyznać, że musi do czegoś dojrzeć, coś zrozumieć. To właśnie jest jeden z dowodów na klasę Kate. Na wszystkich albumach słuchać wyraźną ewolucje, podążanie do celu, który jest wyżej, ale jest nieokreślony. Jej muzyka i teksty są nieobliczalne, oczywiście w pozytywnemu znaczeniu tego słowa... Kate jest nieobliczalna i zagadkowa oraz jak przystało na prawdziwą kobietę – tajemnicza. Każda z Jej płyt to kwintesencja czystej kobiecości; kobiecego seksualnego, zmysłowego, duchowego i artystycznego piękna. Kobieta o oczach dziecka, glosie anioła i takiej wrażliwości. To nic złego, to właśnie jest w Niej wspaniałe.
Jeśli na następny swój album będzie kazała czekać, będę czekał z przyjemnością. Wiem, że się nie zawiodę. To niepisany pakt artysty z odbiorcą, w tym wypadku ze słuchacze.
Kate pozostaje wzorem dla wielu innych artystów, choćby Björk wcale nie ukrywa fascynacjo osoba Kate i jej harmoniami wokalnymi.

Przypomniał mi się jeszcze artykuł Tomasza Beksińskiego z Magazynu Muzycznego (nr 3/1990) poświecony właśnie Kate Bush. Warto sobie przypomnieć: „Kate Bush: kobieta o oczach dziecka”.

17:57, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2