...
Tematy muzyczne, przemślenia życia codziennego oraz wiele, wiele innych spraw. Zapraszam!
RSS
poniedziałek, 14 sierpnia 2006
Nastał nowy dzień
Wszyscy z uśmiechem idziemy do pracy... OK., stop. To nie jest reklama pewnej partii.
Mamy nowy dzień i nowy tydzień, większość z nas ma dziś wolne; kolejny długi weekend w tym roku. Ja niestety nie mam, za chwilę wychodzę do pracy. Pociesza mnie jedynie myśl, że jutro mam wolne. A potem już właściwie zacznę tydzień od środy.
Życzę miłego dnia i przyjemnego nowego tygodnia!
Do później.

-----------------------------------------
w moim odtwarzaczu:

Björk – Post (1995)
Jethro Tull - Aqualung (1971)
Kate Bush - The Sensual World (1989)
Killing Joke - Killing Joke (2003)
Nocturnal Emissions - Fruiting Body (1981/2006)
Opeth - Blackwater Park (2001)
The Cure - Galore (1997)
07:29, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 sierpnia 2006
Kate Bush

Miało być o black metalu, a będzie o... Kate Bush.
Siedząc dzisiaj w domu coś mnie natchnęło i zdecydowanym powędrowałem do półki z płytami Kate Bush. Kate Bush to jedna z moich najbardziej ulubionych wokalistek. Kocham jej urok, barwę głosu, teksy i wszystkie te pozytywne emocje, które towarzyszą przy obcowaniu z Jej głosem i Jej muzyką. Rzecz jasna, że w jedno popołudnie nie przesłuchałem wszystkich jej nagrań, jakie posiadam. To niemożliwe. Sięgnąłem m.in. po Lionheart i moje najbardziej ukochane The Sensual World. Dawno nie słuchałem tych płyt. Ale mając w pamięci przesłuchiwany kilka tygodni temu
Wuthering Heights i ostatni jakże wspaniały, podwójny album Aerial pozwoliłem sobie wyrazić kilka konkluzji. Kate Bush to absolutny fenomen i nie będę w tym stwierdzeniu oryginalny. Takie są fakty. Dziś bardzo ciężko spotkać artystkę, która w wieku niespełna dwudziestu lat wydaje debiutancki album przeszyty taką porcja wrażliwości i piękna! Ba! Brnie dalej w tym kierunku, skupiając się jedynie na Sztuce. Pomiędzy jej ostatnimi albumami (The Red Shoes, a Aerial) minęło 12 lat. Stwierdziła, że musi dojrzeć do tej płyty. Ona nigdy nie zabiegała o to, aby być popularna.
Cięzko spotkać kobietę, która nomen omen będąca w dojrzałym wieku potrafi sama z siebie przyznać, że musi do czegoś dojrzeć, coś zrozumieć. To właśnie jest jeden z dowodów na klasę Kate. Na wszystkich albumach słuchać wyraźną ewolucje, podążanie do celu, który jest wyżej, ale jest nieokreślony. Jej muzyka i teksty są nieobliczalne, oczywiście w pozytywnemu znaczeniu tego słowa... Kate jest nieobliczalna i zagadkowa oraz jak przystało na prawdziwą kobietę – tajemnicza. Każda z Jej płyt to kwintesencja czystej kobiecości; kobiecego seksualnego, zmysłowego, duchowego i artystycznego piękna. Kobieta o oczach dziecka, glosie anioła i takiej wrażliwości. To nic złego, to właśnie jest w Niej wspaniałe.
Jeśli na następny swój album będzie kazała czekać, będę czekał z przyjemnością. Wiem, że się nie zawiodę. To niepisany pakt artysty z odbiorcą, w tym wypadku ze słuchacze.
Kate pozostaje wzorem dla wielu innych artystów, choćby Björk wcale nie ukrywa fascynacjo osoba Kate i jej harmoniami wokalnymi.

Przypomniał mi się jeszcze artykuł Tomasza Beksińskiego z Magazynu Muzycznego (nr 3/1990) poświecony właśnie Kate Bush. Warto sobie przypomnieć: „Kate Bush: kobieta o oczach dziecka”.

17:57, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (1) »
Miało być
Miało być dzisiaj, przy niedzieli o muzyce metalowej. Do tematu natchnęło mnie zamieszanie związane z odwołaniem „Black Metal Festival”. Ale notki takiej nie będzie, przynajmniej na razie. Może w przyszłości:)
Póki co cieszę się wolnym, troszeczkę deszczowym niedzielnym popoludniem. Czego i Wam życzę!
ŁM
____________________________

Björk - Post
Wormed - Planishphaerium
Exodus - Supernova
Killing Joke - Killing Joke
Kate Bush - The Sensual World
16:10, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 sierpnia 2006
Przystanek Alaska

Zważywszy, że mamy prawie weekend – będzie o czymś miłymJ
Pozwolę sobie dzisiaj, co nieco napisać o swoim ulubionym serialu telewizyjnym. Każdy ma coś najbardziej ulubionego. Tak jest i z programami w telewizji. Po tytule dzisiejszego wpisu można się domyślać, o czym, a dokładnie o jakiem serialu będzie. Tak, będzie o Przystanku Alaska (tytuł oryginalny: "Northern Exposure").
Pomyśl serialu narodził się z początkiem lat ’90. W Polsce pierwszy raz emitowany był kilka lat później – drugiego dnia lipca 1993 roku w TVP2. Pamiętam ten dzień, oraz kolejne wieczory spędzane z tym serialem jakby to było wczoraj. Osobiście nigdy nie spotkałem się z tak magicznym, tak czarującym i tak przyciągającym uwagę serialem. To oczywiście moje subiektywne zdanie. Mógłbym oglądać, co wieczór np. jeden odcinek serialu. Widziałem wszystkie sezony po kilka razy. Teraz, gdy tylko nadarza się okazja oglądam kolejny raz. Ten serial przenigdy nie jest się w stanie znudzić. Mistrzowskie zdjęcia, krajobrazy, filozoficzne wątki oraz dialogi, etc., wszystko, co zawiera świetny film fabularny, książka, płyta i każde wybitne dzieło Stuki. Nie boje się użyć tego słowa. Dla mnie osobiście ten serial był, jest i będzie ogromna inspiracją. Gorąco polecam!
Na zakończenie tej dość, bądź, co bądź chaotycznej notki taka oto puenta:

„[...] Nowa zabawka jako potwierdzenie twojej wartości. Zwierze kapitalizmu właśnie tym się karmi. Materialna przyjemność to tylko wierzchołek góry lodowej. To jest postęp. Szalony pęd do izolacji. Już niedługo nadejdzie dzień, że przestaniemy wychodzić z domów. Nie będzie szkoły, sklepików na rogu, kościołów, kin. Będziemy się tulić do światłowodów i piszczeć ze szczęścia.” Fragment Chrisa o poranku; cytat pochodzi z odcinka pt. Heal Thyself.

PS. Dla zainteresowanych polecam polską strone serialu, stworzona przez fanów: http://www.nx.swieca.net/
Łukasz
 

n.p. Bjork | Vespertine
22:59, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 sierpnia 2006
Miła niespodzianka z MMP

Bardzo ucieszyła mnie wiadomość o kolejnych wznownienach polskich płyt dokonywanych przez Metal Mind Production. W najbliższym planie pojawią się m.in. druga część nagrań Kasy Chorych, tym razem będą to nagrania studyjnie i radiowe, fonograficzny debiut Ogrodu Wyobraźni. Oba wydawnictwa wyjdą w serii Muzyka Młodej Generacji. Dotychczas w tej serii ukazały się m.in. albumy legendarnego Cytrusa oraz Kwadratu.
Kolejna niespodzianka jest dziesięciopłytowy box ze wszystkimi zremasterowanymi (do 24bitów) albumami zespołu Laboratorium. Do każdej płyty dołączone będą utwory  bonusowe. Z informacji, które do mnie dotarły wiem, że kilka płyt z tego boksu będzie wydanych osobno.
Trzeci news dotyczy wznowienia pierwszej Plyty Kapeli ze Wsi Warszawa.
Więcej szczegółów na stronie internetowej stronie Metal Mind.

Pozdrawiam 8-)

07:46, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 sierpnia 2006
Rekomenduję

Dawid Szczęsny Unheard Treats

Polecam posłuchać tego albumu. Krótka historia tej płyty: Dawid po rozwiązaniu kontraktu z Supralinear postanowił wznowić swoją pierwszą, oficjalnie nigdy wcześniej nie dostępną w Polsce płytę Unheard Treats. Bardzo mało osób w ogóle wie o istnieniu tego albumu, a szkoda, bo muzyka naprawdę jest wyśmienita! Unheard Treats to album nagrany w domu pod koniec 2003 roku, przy użyciu gramofonu i laptopa. Materiał jest bardzo wyciszony, osobisty. Powstawał przez dwa miesiące, wszystkie nagrania oparte są na samplach ze starych płyt winylowych przywiezionych z Południowej Afryki. Co ciekawe album ukazał się w nowej, bardzo gustownej i jakże minimalistycznej szacie graficznej? Jest to definitywnie ostatnie wznowienie tego albumu, limitowane do 250 sztuk.

23:57, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
Człowiek o człowieku

Wczoraj z nadmiaru zajęć niestety nie było wpisu. Ale do napisania dzisiejszej notki pomysł narodził się wczoraj, dzis w ciagu dnia zostal wielokrotnie poddany konkluzji.
Nie będę ukrywał, czego nawet tez nigdy nie robiłem, że nie jestem zwolennikiem obecnej grupy koalicyjnej, która rządzi w Kraju Nad Wisłą.
"Lesby, geje, zoofiliści, kto pojutrze? To syfilizacja" - taki transparent zawiesili działacze PiS na swoim biurze w Kościerzynie. A na domiar tego: Atak na homoseksualistów politycy z Kościerzyny wzmacniają odwołaniem do Jana Pawła II: "Dziś lesby-geje, jutro zoofiliści, kto pojutrze? Czy tak ma wyglądać wolność i demokracja? To jest SYFILIZACJA!!! Najznamienitszy z rodu Polaków przygląda się z Domu Pana. Dokąd zmierzasz Narodzie Polski". Polecam cały tekst tego artykułu.
To dalej podbiera moja tezę, która prezentowałem tutaj kilka dni temu. Partia oparta na fundamentach chrześcijańskich głosi takie hasła. Do tego podpiera to wyrwanymi z kontekstu słowami nie żyjącej już Głowy tegoż Kościoła. Ja jestem katolikiem, ale to tylko dla tego, że kilka dekad temu zostało mi to narzucone przez chrzest. Mentalnie nie czuję się związany z żadną istniejącą religią. Uważam, że te organizacje, mniejsze lub większe są złe. Są na pewno w nich rzeczy i wartości dobra jak i złe. Ja po prostu staram się być dobrym człowiekiem. Jednak nie mogę pogodzić się z tym, co głoszą ci ludzie. Oni są zakompleksieni, niedowartościowani, pełni uprzedzeń i nietolerancji. Swoim działaniem emanują gargantuicznymi ilościami nienawiści. Ja także się z tym spotykam, nie jako osoba homoseksualna, ale jako osoba tolerująca i sympatyzująca z tymi środowiskami. Nie czuję się urażony za porównanie do zwierzęcia, nie mam nic, przeciwko bo przynajmniej zwierzęta nie są podłe. Nie życzę sobie też, aby działacze tej, tych partii mnie czy innych ludzi mających inne zdanie w „humanitarny sposób uspołeczniali”.
Poza tym pan który wyklejał ów transparent zrobił w nim błąd. Chyba z wrażenia i z dużej dawki jadu nienawiści oraz chęci poniżenia kogoś zamiast zoofile, napisał zoofiliści.
Wiem, że znaczna część obrażonych i zniesmaczonych osób kieruje w tej sprawie pisma do prokuratury. Oczywiście się pod nim podpiszę. To skandal, powtarzam raz jeszcze, aby w europejskim i cywilizowanym kraju przedstawicie największej partii politycznej traktowali ludzi gorzej od fekalii. Nie mam ochoty być porównywany do zoofila, nekrofila czy też pedofila.

Odbiegnę od głównego tematu. Wrócę jeszcze na chwile do sprawy religii. Z góry przepraszam, jeśli ktoś poczuje się urażony - ja jeszcze nigdy w swoim życiu nie spotkałem osobiście osoby w pełni wierzącej w [jakiekolwiek] wyznanie. Nawet ludzie, którzy uważają, że są bardzo gorliwie wierzący wg mnie są zakłamani. Pełni obłudy, a do tego wyginają swoja religię tak jak im to odpowiada. Wybierają wybiórczo jedne, akurat im potrzebne wartości, a inne kompletnie marginalizują lub udają, że ich w ogóle nie ma. Innej myśli nawet nie dopuszczają do siebie. Czy to jest w porządku? To, jakiego ktoś jest wyznania wcale o nim przecież nie przesądza. Mi jest obojętne czy mam do czynienia z muzułmaninem, chrześcijaninem, protestantem, czy też na przykład ateistą. Dla mnie ważne jest to, kim on jest jako człowiek. W każdej grupie można znaleźć osoby dobra jak i złe. Tylko my sami musimy to zrozumieć i umieć je odróżnić. Posłom PiSu wydaje się, że są dobrzy i wspaniali, a reszta to bezbożnicy i heretycy, którzy tak naprawdę nie powinni istnieć. Może troszeczkę wyolbrzymiam, jednak ja tak to odbieram. Jeśli już mowa o chrześcijanach to tez nie są tacy idealni. Wystarczy wspomnieć choćby wyprawy krzyżowe, które w całej swoje kracie były bardzo brutalnie, czy kilku dyktatorów obecnych czasów: generał Fraco w Hiszpanii, czy Fidel Castro. Przecież Castro jest wychowankiem... jezuickiego Uniwersytetu w Hawanie. To nie jest paradoks... ja tak tego nie odbieram. Warto pamiętac, że wszelkie skrajnosci budzą, wrogosc, która często przeradza się w nienawiść.
Wszędzie można znaleźć cos bardziej i mniej dobrego. Trzeba się tylko dobrze i uważnie rozglądać, analizować i zarazem wyciągać wnioski. Wszak nikt nikomu nie nakazuje kogoś lubić, wystarczy tolerować, a nie poniżać.

Życzę wszystkiego dobrego.

21:23, lukaszmodrzejewski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 sierpnia 2006
Refleksje

Otaczająca nas od kilku dni aura, której zdecydowanie bliżej jest do jesiennej słoty niż letnich upałów spowodowała, iż zebrało mi się na wspomnienia. I tak przy dźwiękach m.in. The Lovers Legendary Pink Dots, Animals Pink Floyd czy Judgament Anathemy przeanalizowałem ostatnie kilka lat swojego życia...
Chyba tak na poczekaniu nie da się złożyć nic konstruktywnego, tym bardziej na blog.
Może wystarczy taka puenta-komentarz:

Somehow I knew you could never, never stay
And in the early morning light
After a silent peaceful night
You took my heart away and I grieve
In my dreams I can see you
I can tell you how I feel
In my dreams I can hold you
And it feels so rea
I still feel the pain
I still feel your love
I still feel the pain
I still feel your love

(Anathema, fragment One Last Goobye z płyty Judgament [1999])

19:34, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (4) »
Przemyśleń sobotnich sztuk kilka

Doczekaliśmy się tak dlugo, bo od szcześciu dni wyczekiwanego odpoczynku.
Wróćmy na chwilkę do wczoraj, a włąściwie to do dzisiejszej nocy kiedy to miał miejsce festiwal w Sopocie. Nim położyłem się spać coś mnie podkusiło, aby wlaczyć telwizor. No i włączyłem. Trafiłem od razu na pierwszy program publicznej telewizji. Trwał tam koncert z okazji 25-lecia zespołu Perfect. Organizatorzy jak to prawie zawsze bywa w przypadku takich ‘imprez’ postawili na „muzykę łączącą pokolenia” – czyli łatwą, lekką i przyjemną. Tego się spodziewałem. Nie mam nic przeciwko temu. Lubię dobrą muzykę popową/popularną. Zresztą poza wczorajszych fragmentem z koncertu Perfectu nie widziałem nic z tego festiwalu. I pewnie już nie zobaczę.
Kilka słów o tym, co spostrzegłem. Koncert był dobrze zorganizowany, nagłośniony (przynajmniej dla odbiorców telewizyjnych i radiowych). Oczywiście jakoś mnie nie powalił. W ogóle, jeśli mam być szczery to Perfect jeszcze nigdy mnie nie powalił. Oglądałem występ kilkanaście minut, wyłączyłem po tym (zaraz po jego występie) jak jednym z zaproszonych gości okazała się Kayah. Nie mam nic przeciwko pani Katarzynie, (która równo osiemnaście lat temu zadebiutowała właśnie nie tym festiwalu), ale Markowski wg mnie trochę przesadził. W geście kurtuazji nazwał ją boginią polskiej muzyki (czy jakoś tak). Ok. to jego spostrzeżenie jednak bardzo wg mnie naciągane. Tym bardziej, że odśpiewała ona z nim utwór Wyspa, niebo, zamek, który dużo, dużo lepiej wypadł np. na ostatniej płycie Doroty Miśkiewicz (Pod rzęsami). Dlaczego Markowski nie zaprosił (choćby do tego utworu) właśnie Doroty M.? Nie wiem, nie mam pojęcia. Być może próbował, a ona nie chciała... Daję, zatem temu spokój.
Ale jednego nie mogę zrozumieć. Mi naprawdę ten koncert jak i cały festiwal; jest zupełnie obojętny, jeśli chodzi o moja osobę to w ogóle mogłoby go nie być. Zbulwersował mnie fakt, iż przy okazji Autobiografii, jak i całego koncertu pojawiła się tylko mała wzmianka o postaci Piotra Kaczkowskiego(!) To naprawdę jest nie w porządku. Mało kto wie, ale ten utwór przetrwał i później zaistniał właśnie dzięki jemu. Kiedy to Hołdys dał redaktorowi taśmę z nagraniem na przechowanie, a ten skrzętnie ukrywał ja u siebie w domu przechowując pod dywanem, za wersalką. Tak! Dzięki niemu też cześć członków Perfectu przemieszała się po mieście wykorzystując przy tym jego legitymacje oraz samochód. Chyba wypadałoby jakoś podziękować, a tym bardziej przy takiej okazji.

Po pracy wybrałem się na ponad dwu godzinny spacer. Zrobiłem sporo zdjęć. Zaproponowałem także trzy wstępne projekty okładek. Tu można je zobaczyć:
[1], [2] i [3].


Z przeglądu prasy polecam
felieton autorstwa Kingi Dunin odnoszący się m.in. do premiera Hiszpanii – Jose Zapatero, Hiszpanii jako kraju oraz Polski. Tekst w magazynie Wysokie Obcasy. Przy okazji zachęcam do lektury innego felietonu tej pani pt. Moralność na prąd.
Jak już jesteśmy przy Hiszpanii to w nowym numerze Przekroju znajduję się taki oto artykuł.
Z prasy zagranicznej w nowym New York Times ciekawy artykuł o... dobra ;) wiadomo o kim:)
ale polecam choćby dlatego aby zobaczyć jak nas inni widzą.

W nowym tygodniu kanał Zone Europa (dawna Europa Europa) zaprezentuje przegląd filmów Federico Fellinego. Pokażą m.in.: jutro / dziś, czyli w niedzielę – Biały szejk; poniedziałek – Wywiad oraz Wałkonie; wtorek – Słodkie życie; zaś w środę na deser – Giulietta i duchy. Szczegóły na internetowej stronie stacji.

Zbliża się pora na sen. Dobrze, ze jutro wolny [dzień (-do rymu;)
Jutro postaram się napisać coś niezobowiązującego eee... Politycznie. Na pewno coś o muzyce. Sporo się tego ostatnio nazbierało. Życzę wszystkiego dobrego i dziękuję za dotrwanie do końca tej notatki.
Cheers,
Łukasz

n.p. The Hafler Trio - A Thirsty Fish

00:41, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 sierpnia 2006
Piątek, czyli prawie weekend

Dziś „przede wszystkiem" [dla niewtajemniczonych chodzi o „przede wszystkim”] dwie sprawy.
Po pierwsze: Po godzinie 14 słuchałem konferencji, albo jak kto woli „expose-bis” prezeso-premiera, premiero-prezesa – czyli brata Jarka. Ufff... dawno się tak nie wynudziłem. Premier mówił (?) ponad 105 minut (!). Dobrze, że nie było zbyt dużych upałów. Chyba specjalnie wybrał ten dzień, wcześniej umawiając się w jakimś wszechobecnym układzie, co do pogody. Chyba w trosce, alby ludzie nie mdleli. Mój bilans tego „czegoś” przedstawia się w skrócie następująco:
- sernik, jedna porcja (ok. 210 g);
- mocna kawa, sztuk dwie (każda po 150 ml, czyli łącznie 300 ml);
- bardzo mocna herbara (200 ml).
A brat Jarek tak mówił, mówił i mówił... Najgorzej jak się rozkręcił (powiedzmy), czyli gdzieś tak od 14:30 do 15:30. To był najgorszy okres. Moje wszystkie gruczoły na tę okoliczność odmówiły posłuszeństwa. Trwało to chwile. Potem wróciłem do słuchania, tzn. nie wróciłem, bo słuchałem cały czas. Jeszcze nie ma zakazu, iż w toalecie nie wypada słuchać czy tez oglądać brata Jarka – przepraszam – premiera. Niech będzie: Prezesa Rady Ministrów. A co mi tam. Naj..yyy... „fajniejszy” był moment, kiedy premier zbliżał się z sowim wątpliwym i jakże nudnym przemówieniem do końca i pałeczka została przekazana dziennikarzom. Ci zadawali pytania i to był chyba najbardziej konkretny moment konferencji, gdyż premier w końcu mówił o czymś (czyt. odpowiadał, „odpowiadał” na pytania stawianie przez dziennikarzy). Odpowiedzi Pana Prezesa Jarosława Kaczyńskiego są dość zagmatwane. Wierzcie, że mimo proporcji czasowych tą część można było jakoś przetrwać. Trochę ta konferencja mnie uśpiła. Może ministerstwo powinno pomyśleć o jakimś muzycznym podkładzie, albo dla tych, co oglądają w telewizji, pokazie slajdów.
Konferencja przed 16-stą dobiegła końca. Wreszcie! A jak mówi brat Jarek: „wreście”. W sumie to nic z niej nie wynikało, nie powiedział niczego nowego i jak zawsze mówił z pamięci. 105 [powtarzam: sto pięć!] minut może trwać dobry film fabularny, ale z tego ciężko było by nakręcić jakiś przeciętny krotki metraż. Ja osobiście chciałbym się dowiedzieć, co, albo tez, kto (u premiera nigdy nic nie wiadomo) pod pojęciem "lumpa zdeklarowanego"?

Po drugie: Teraz cześć nieco przyjemniejsza i niezobowiązująca. Dotarło dziś do mnie kilka płytek, o których będę pewnie pisał tutaj w ciągu najbliższego czasu. Dzisiaj pozwolę sobie napisać, coś o jednej, której notabene właśnie słucham. Mam na myśli ostatni (? – czy aby na pewno; zawsze miałem z tym problemy, jeśli chodzi o tegoż Artystę) album Merzbow. Merzbow, czyli Masami Akita to japończyk będący jednym z mistrzów w swoim gatunku. Ba, można powiedzieć, że jest jednym z prekursorów. Mowa tu oczywiście o noise, po naszemu: hałasie.
Płyta nosi tytuł Bloody Sea i została wydana w połowie lipca nakładem polskiego Vivo. Na całość składają się trzy utwory, które są protestem, (o czym można przeczytać w wewnętrznej części eco-packa) przeciwko odłowom wielorybów. Trochę może dziwić i wydawać się kuriozalne, że płyta przeciwko odłowom wielorybów ukazuję się właśnie w Polsce. Ale nie ma się, co dziwić. Na pewno nie będą zdziwieni ci, którzy uważają się bardziej za obywateli Świata niż danego Państwa, w którym, na co dzień żyją. Sam Masami jest zdeklarowanym wegetarianinem, hoduje m.in. ozdobne kury w przydomowym ogródku. Także jeden z tegorocznych projektów poświęcił foce z tokijskiego zoo (Minazo Volume One). Jeszcze za mało słuchałem albumu, aby jakoś się do niego bardziej ustosunkować. Zauważyć można to, iż Merzbow odszedł tutaj od eksperymentów z beatem i rytmem, nie ma utaj także takiej łagodności jak na płycie nagranej w kolaboracji z grupą Boris (zeszłoroczny album Sun Baked Snow Care). Po prostu: piękna rzeźnia. Gorąco polecam wszystkim, który kochają dźwięk, są otwarci i mają, chociaż troszeczkę niekonwencjonalne podejście do takiej muzyki.

Ściskam !
ŁM

22:09, lukaszmodrzejewski
Link Komentarze (7) »